poniedziałek, 14 lipca 2014

Rozdział I



Ogłoszenia parafialne.

Idźcie czytać info.

Przepraszam za błędy.



Austin był zawsze.

Nieważne co się działo, po prostu stał obok oznajmiając, że jest i zrobi wszystko, co będzie trzeba. Był, kiedy Alan dostał pierwszy rower i kiedy na owym rowerze rozwalił sobie kolana i stłukł łokcie. Był, kiedy Alan po raz pierwszy wypił ogromne ilości (dwa piwa, ale kto by liczył) alkoholu przez co rzygał jak kot pół nocy. Trzymał tylko jego opadającą na czoło grzywkę i pilnował, żeby nie udusił się własnymi wymiocinami, nie chcieli, żeby rudzielec został drugim Bonem Scottem. Carlile nie oceniał, on po prostu był. Akceptował wszelkie dziwactwa młodszego przyjaciela, wspierał go i pomagał. Razem zapalili pierwszego papierosa, którego Austin podkradł matce. To była dwójka, której nic nie miało rozłączyć, ich przyjaźń była zbyt silna by cokolwiek mogło ją zakończyć. Obiecali sobie, wręcz ślubowali, za co zostali wyśmiani przez Tino, który był świadkiem, iż zachowują się jakby brali ślub. Chłopcy jednak go zignorowali i przysięgli na zawsze pozostać razem. Alan i Austin przeciwko całemu światu.


***

Było ciemno, nie wiedziałem co w zasadzie myślę, nic się teraz nie liczyło. Tylko ten kretyn, o ciemnych włosach, którego melodyjny głos brzmiał w moich uszach, nie pozwalając się na niczym skupić. Przełknąłem głośno ślinę, ale Austin chyba tego nie zauważył. Uśmiechał się i mówił, o czymś zupełnie pozbawionym sensu.

Raz się żyje.

Złapałem jego twarz obracając w swoją stronę i zacząłem całować jego usta. Szło mi dosyć opornie, a Carlile wcale mi tego nie ułatwiał. Spieprzyłem. Cholernie mocno spieprzyłem, zawaliłem na całej linii. Teraz mnie nienawidzi, zaraz powie, że jestem ohydny, mam zejść mu z oczu i nigdy więcej się nie pokazywać. Przerwał pocałunek i popatrzył na mnie swoim wzrokiem pod tytułem "wypaliłeś mojego ostatniego skręta ty mała szmato ".

-Prze...

-Cicho.

Spojrzałem na niego zażenowany, ale się nie odezwałem.

-Po pierwsze przestań mnie lizać po twarzy jakbym był jakimś lodem, po drugie nie przepraszaj -posłał mi delikatny uśmiech.

-Aaale..

Nie odpowiedział, ani nie pozwolił mi skończyć. Załączył nasze usta, rozchylił moje wargi zahaczając zębami o dolną. Przez moje ciało przeszedł dreszcz, a moje przyrodzenie (Ha znam mądre słowa!) zrobiło się twardsze. Chciałem coś zrobić, więc niezdarnie zacząłem oddawać pocałunek.

-Alan kotku, nie jestem lodem, naprawdę. Jak tak bardzo chcesz używać języka to mogę ci to umożliwić - posłałem mu obrażone spojrzenie nr 4, a on tylko się uśmiechnął. -Rób to co ja i zero języka!

Nasze wargi znowu się połączyły i tym razem było inaczej. Pozwoliłem Austinowi "prowadzić ", kiedy sam siedziałem z rozchylonymi wargami. Nie chciałem go zawieść, także pozwalałem mu na wszystko. Kiedy w końcu już zrozumiałem mniej więcej, co mam robić, żeby się nie skompromitować jeszcze bardziej, odwzajemniłem pieszczotę. Trwaliśmy w uścisku, całując się i przegrywając tylko po to, żeby zaczerpnąć tchu i na siebie spojrzeć. W brzuchu miałem chyba te robale, o których pierdolą dziewczyny. Byłem tak cholerne szczęśliwy. Każda komórka mojego ciała emanowała radością, nie wiek jakim cudem wytrzymałem w jednej pozycji. Chciałem wstać, skakać, krzyczeć z radości, ale musiałbym przerwać tę chwilę, a tego nie chciałem. Było idealnie.

W końcu oderwaliśmy się od siebie na dobre. Uśmiechy nie schodziły nam z twarzy. Siedzieliśmy na masce samochodu Austina wpatrując się w bezchmurne niebo.

-To co, może teraz użyjesz swojego języka? -mrugnął do mnie.

I cały czarny prysł. Idiota. Uśmiechnąłem się, bo mimo tego, że zepsuł tę romantyczną atmosferę byłem szczęśliwy, a nawet szczęśliwszy jeśli to w ogóle możliwe.

-Wal się - popchnąłem go delikatne nie mogąc się nie roześmiać, on już tak na mnie działał. Minęło sporo czasu zanim, któryś z nas znowu się odezwał. Panowała między nami ta disnejowska atmosfera. No wiecie książę i księżniczka, w zamku, w wieży, na koniu... Nie nic.

Wtuliłem się w jego bok, splatając nasze palce. Słyszałem jego spokojny, rytmiczny oddech, czułem na sobie spojrzenie Austina, ale nie miałem ochoty otwierać oczu. W końcu jednak musiałem, bo jednym pewnym ruchem przeniósł mnie nie swoje kolana, sam uderzył plecami w maskę, (kaleka). Z moich ust wydobył się dźwięk, który nie należał do najbardziej męskich, jakie z siebie w życiu wydałem. Opadłem na jego tors, odgarnął grzywkę z mojego czoła, po czym złożył na nim pocałunek. Trwaliśmy tak przyklejeni do siebie i nie żebym miał coś przeciwko, ale z krzaków dobiegały naprawdę dziwne dźwięki. To nie tak, że się bałem, ja się nie boję. Co to, to nie.

-Austin?

-Hmph? - hefalumpa się znalazł, nie wiem czy tak robiły hefalumpy, w zasadzie nawet nie wiem co to są hefalumpy.

-Co to są hefalumpy? - zapytałem nagle, chociaż nie o to początkowo mi chodziło.

-Alan ty może już więcej nie pij, co kotek?

Dałem mu kuksańca w żebra, robiąc przy tym najbardziej obrażona minę na jaką było mnie w owym momencie stać.

Nadal słyszałem te dźwięki, starałem się nie wyjść na jeszcze większą cipkę, ale nie mogłem znieść tej guli rosnącej mi w gardle i żołądka, który się ku niemu podnosił.

-Austin? Słyszałeś?

-Boisz się? - jego śmiech rozbrzmiewał mi w uszach jakimś chorym echem, które zapewne sobie uroiłem. Wiedziałem że tak będzie.

-Możemy stąd iść? Proszę -spojrzałem na niego błagalnym spojrzeniem niczym kot ze Shreka.

-A może po prostu sprawdzimy co tam jest? -szepnął mi do ucha, jakbyśmy prowadzili co najmniej jakieś konspiracje.

-Asa...

-No chodź.

Skinąłem głowa, chociaż uważałem to wciąż za najgłupszy pomysł na świecie. Założę się, że będzie tam jakiś morderca, który nas zgwałci zabije i zje lub zrobi to w odwrotnej kolejności.

-Uspokój się to pewnie tylko jakieś zwierzę.

Prychnąłem, nie wcale się nie trzęsłem, jak jakaś galareta. Moje durne ciało ma te swoje odruchy i nie umiem ich zatrzymać. Wszyscy zawsze powtarzają, że nie muszę się odzywać, żeby wiedzieli co mam do przekazania, pewnie mieli racje.

Carlile odchylił gałązki... Dobrze przyznaje sie krzyknąłem ze strachu i prawie zmoczyłem spodnie.

-Ashby weź może popatrz co tu jest zamiast się wydzierać.

Zrobiłem tak jak powiedział i moje oczy właśnie dostały orgazmu, a z ust pewnie zaczęła mi wyciekać płynna tęcza, jeszcze elfy i garnce złota, nieistotne... Na trawie leżały trzy małe kociaki, były puchate i śliczne. Wyciągnąłem rękę, żeby je pogłaskać, ale ten kretyn oczywiście musiał mnie zatrzymać. One były takie piękne, na pewno miały mięciusie futerko i potrzebowały miłości.

Spojrzałem na Austina błagalnym wzrokiem, na co ten tylko pokręcił głowa.

-Nie możemy ich zabrać Alan nie ma mowy.

Łasiłem się do niego i pewnie gdybym miał ogon aktualnie zaczął bym nim merdać albo ocierać go nim w niekoniecznie pożądane miejsca. Chociaż pewnie przez niego pożądane.

-Aleee dlaczefo nie Auuuuuuuustin - wręcz płakałem .

Patrzył na mnie z politowaniem wypisanym na twarzy.

-Nie, one mają mamę. Nie chciałbyś chyba, żeby ktoś ci ukradł dzieci. Pomyśl, jakby ciebie ukradziono mamie.

-Ucieszyłaby się - odpowiedziałem zgodnie z prawda

-Nie.

Złapał mnie za nadgarstek i pociągnął w stronę samochodu, wyrywałem się i starałem zabrać chociaż jednego kociaka, ale chłopak mi to uniemożliwił.

-Użyje języka - zadeklarowałem na szybko, to pierwsze przyszło mi na myśl, mrugnąłem do niego, zignorował mnie wpychając do samochodu. - To nie jest fair!! Czuję się porywany, zadzwonię na policję Austin, zamkną cię i będą upuszczać mydło!! W więzieniach nie ma mydła w płynie. Będziesz musiał się schylić, a kto wypina tego wina. Życie go zapina!!!

-Żebyś ty się przypadkiem nie schylił anal...

-Nie mów tak do mnie! - zacząłem się szarpać, chciałem go uderzyć, ale no nie ukrywam, nie jestem najlepszy w tych sprawach.

-Uspokój się kocie.

Do domu dotarliśmy po jakiś 20 minutach ciszy, Austin starał się nawiązać konwersację ale umiejętnie oraz umyślnie do ignorowałem w końcu się poddał. Wysadził mnie, ale oczywiście musiał powlec się za mną. Nie jestem, aż takim idiotą jak myślisz Carlile, umiem sam trafić do drzwi. Sarkastyczny uśmiech wkradł się na moje usta, zignorował go.

-Dzięki że go dostarczyłeś Austin. Może wjedziesz na chwilę? - zapytała moja mama z milutkim uśmiechem na ustach.

-Nie, nie wejdzie -zatrzasnąłem mu drzwi przed nosem i pobiegłem do siebie.

Słyszałem jeszcze jak otwiera drzwi i przeprasza za moje zachowanie, za moje. Powinna przeprosić za swoje, nikt mnie nie pytał czy chce, żeby przylazł z butami do mojego domu. Pff, ale to ja zawsze jestem ten najgorszy. Bo co? Bo jestem rudy?

Następne dwa dni były cholernie nudne i trudne. Ten dziwny moment, kiedy wyjmujesz telefon piszesz wiadomość i nie masz jej do kogo wysłać. Posiadanie jednego przyjaciela jest irytujące, zwłaszcza jeśli ten przyjaciel jest skończonym dupkiem. Unikanie Austina jest trudniejsze niż nauczenie niemego śpiewać. Ten ciołek był wszędzie. Zaczynam mieć klaustrofobię, niedługo otworzę szufladę, a on z niej wyskoczy.

-Alan wszystko ok? - skinąłem głową, ale chyba nie przekonałem Phila. - Jesteś jakiś podenerwowany. Stało się coś chcesz pogadać?

W zasadzie to chciałem robić coś ustami, ale nie było to mówienie. A jak już to nie do Phila. Uwielbiam gościa, jest moim bardzo dobrym kolegą, ale...

-Nie jestem Austinem wiem.

Borze co? Czy on mi czyta w myślach? Ja pierdolę teraz wszyscy się dowiedzą, że oglądam (nie wiem co ok jakiś kurwa melodramat, którego nazwy nie znam, ale główna bohaterka jest czarodziejką, a jej chłopak wampirem, to wszystko jest takie ekscytujące) w bluzce i szortach siostry, z jej szminką na ustach, w między czasie czesząc się szczotką dla kota, którego nie mam... Kurwa.

-Halo Ashby! Nie odpływaj.

Pstrykniecie mi przed nosem byłoby dobrym posunięciem, żeby przywrócić mnie do świata żywych, gdyby naprawdę odbyło się przed moim nosem a nie skończyło uderzeniem mnie w twarz.

-Już nie jesteś moim przyjacielem - odwróciłem się na i najzwyczajniej w świecie odszedłem.

Czy mówiłem kiedyś jak bardzo nie znoszę nauczycieli którzy nie pilnują dyscypliny w swoich klasach? Nie? To nie znoszę takowych nauczycieli. Ten hałas jest irytujący, byłby do zniesienia, gdyby nie padła mi bateria w telefonie, ale pominę ten szczegół. Wielka szkoda w sumie, bo znalazłem rozwiązanie, co do pisanie wiadomości i nie wysyłania, a raczej wysyłania, ale nie Austinowi. Założyłem twittera, to badziewie jest wciągające, takie rozmawianie ze sobą samym, ale jednak nie. Papierowa kartka trafiła mnie w tył głowy, nie była to już pierwsza w ciągu tych 25 minut jakie tu zmarnowałem. Kolejna wylądowała na moim stoliku i naprawdę miałem tego po dziurki w nosie.

"porozmawiaj ze mną kretynie, nie zachowuj się jak dzieciak, po lekcjach 5 minut proszę -os10", SPIEPRZAJ AUSTIN NIE BĘDĘ Z TOBĄ ROZMAWIAŁ. Rzuciłem kartką w nauczycielkę, nie wiem dlaczego po prostu, nie chciałem na nią patrzeć, na jego charakter pisma, słowa, które czytałem jego głosem. Jak to przystało na moje szczęście kobieta akurat w tym momencie musiała popatrzyć w moją stronę. Przez całą lekcje miała głowę wsadzona w jakieś czasopismo dla bab i pewnie masturbowała się pod biurkiem do zdjęć młodego Di Caprio czy kogoś w tym stylu. To, że lubię w dupe nie znaczy, że znam się na bożyszczach nastolatek, a co dopiero kobiet.

-Ashby do mnie - niechętnie wstałem i podszedłem do biurka. Wszyscy nagle zamilkli i wgapiali się we mnie. Przepraszam, ale czy ja jestem jakąś modelką? Nie wydaje mi się. Nienawidzę jak ludzie się na mnie gapią i tak byłem tylko tym rudym co pląta się za Carlile. Oczywiście pani Yhjks nie mogła zaprzestać na jednej ofierze, molestowała całą klasę, żeby dowiedzieć się kim jest "os10". To nie tak, że uczy nas trzeci rok i nadal nie wie kto jak ma na imię. Skończyło się na tym, że wylądowaliśmy razem w kozie po lekcjach. Ach umieram ze szczęścia.

-Alan zaczekaj proszę.

Nie zatrzymałem się, co nie znaczy, że mnie nie dogonił i nie przygwoździł do pierdolonej ściany. Dlaczego jestem taki słaby i nie umiem sobie z nikim dać rady, cholerna dziewczęca uroda.

-Nadal jesteś na mnie zły? To za te durne koty? Spójrz na mnie do cholery! Mówię do ciebie! - ściskał mnie za ramiona tak mocno, iż przekonany jestem, że pojawiły się na nich czerwone ślady, które za kilka minut zmienią się w siniaki. Potrząsnął mną, uderzyłem głową w tę cholerną ścianę.

Nie wiem dlaczego, ale zacząłem płakać, może z bólu, może nie. Po prostu stałem tam przyciśnięty do tej ściany, a łzy spływały mi po policzkach. Z jednej strony chciałem go przytulić i przeprosić, za moje zachowanie, a z drugiej dać mu w twarz i uciec. Potraktował mnie źle, wydarł się na mnie, a ja przecież nic nie zrobiłem. Na mnie się nie krzyczy, mnie się głaska. Poza tym przypomniał mi o tym... Wybuchnąłem jeszcze większym szlochem.

11 komentarzy:

  1. jest tylko jeden fanfik którego kocham bardziej to i to olalan wiec nie zawiedz i kontynuuj rozsmieszanie mnie z kazdym kolejnym zdaniem opowiadania hahaha
    ps zdanie ALAN KOTKU NIE JESTEM LODEM przechodzi do historii

    OdpowiedzUsuń
  2. kc Krałli za te wszystkie teksty, Olcia z Foką będą rozczarowane ale nic już im nie napiszę, bo nigdy w życiu nie będę pisać tak super jak Ty ups.
    zrobię sobie zeszyt z cytatami z Twojego ff pomocy tak jestem normalna

    // Amy

    OdpowiedzUsuń
  3. kRAŁLIIIIIIIIIIIIII
    Jezu ily. ily twoje ff. było takie perff alan to taka cipcia os10 w sumie też ale omg daj mi więcej

    OdpowiedzUsuń
  4. anal wybacz mi :(((((((((((

    OdpowiedzUsuń
  5. WYJE XDDDDDDDDDD JAKIE CIPKI

    OdpowiedzUsuń
  6. nie wiem czemu mój komentarz się nie dodał, więc piszę jeszcze raz. krałli zniszczyłas mi życie. na początku ryczałam ze smiechu, a potem samo "ryczałam" ;-; kc // bambi

    OdpowiedzUsuń
  7. Alan to jakaś głupia, rozemocjonowana, bipolarna pizdeczka, ale szip szip keszbi bardzo i mi się podoba :(

    OdpowiedzUsuń
  8. Nareszcie znalazłam coś do czytania. Na początku z ryja nie schodził mi uśmiech, ale potem miałam ochotę przywalić Alanowi za to, że obraża się jak baba.
    Ale kc, Krałli <33

    OdpowiedzUsuń
  9. Elo melo czy dwa zero ;_;
    Nie powiem, żebym w pewnych momentach się nie śmiała, bo kiedy Alan zaczął wydzierać się o schylaniu po mydło i tak dalej przypomniało mi się oczekiwanie na koncert i popłakałam się ze śmiechu. Opis całowania się był jak najbardziej realistyczny, chociaż ja dodałabym tutaj troszkę więcej uczuć, bo niestety jestem fanką opisywania wszystkiego bardzo dokładnie, ponieważ wtedy jeszcze bardziej się wczytam... Wracając do całowania, Alan naprawdę nie wiedział, co ma ze sobą zrobić i to było pewnie naprawdę przesłodkie, kiedy był taki zagubiony i w dodatku zawstydzony. A Austin jest chamem, bo mogli wziąć kotki razem z matką, ot co! Ale... końcówka jest dobijająca i wygląda to, jakby ktoś zgwałcił kiedyś Alana, wtf Crowley.
    Zresztą, i tak spodziewałam się jakiejś dramy na koniec, bo znając ciebie nie zrobisz niczego, co zakończyłoby się chociaż raz bez płaczu chociażby Alana.

    kckc, Karo

    OdpowiedzUsuń
  10. jestem mistrzem, wymyślam najlepsze teksty o lodach B)

    OdpowiedzUsuń
  11. PUACZE XDDDDD Najlepszy fanfik jaki czytałam, Anal ogarnij się człowieku

    OdpowiedzUsuń