niedziela, 17 sierpnia 2014

Rozdział III

PRZEPRASZAM.
Tak powinnam dodać to sto lat temu, tak powinno mieć jeszcze jedną stronę, tak ma więcej błędów niż zwykle.
Nie mam worda, ogólnie nie mam laptopa i ten cholerny rozdział pisałam w notatkach na telefonie, a pozniej tablecie, w większości podczas rodzinnego obiadu,pozdrawiam.
To nie miało stać się teraz, znaczy planowałam to, ale miało być później, w innych okolicznościach i trochę inaczej, ale ff mają to do siebie, ze same się piszą, także...
Miłego czytania.

Moje serce chyba chciało wyskoczyć z klatki piersiowej, nigdy wcześniej nie biło tak szybko, nawet podczas meczy koszykówki na wfie, kiedy nie było Austina i zastępowałem piłkę. Moje podbrzusze wariowało, ucisk, który odczuwałem w brzuchu był nie do zniesienie, już nawet nie wspominam, o tej guli rosnącej w moim gardle. Spojrzałem na Carlile, układał swoje włosy, na ustach miał głupi uśmiech, a jego policzki były delikatnie zaróżowione. Wydawał się być speszony.
-Nie- odpowiedział po dłuższej chwili. - Dlaczego pytasz?
Jasne, że nie jest gejem, co ty sobie myślałeś Alan, że pocałunek coś znaczył? Nie, to przyjaciel, tylko przyjaciel, przyjaciele się całują i to nic. Prawda? To nic nie znaczy, zwykły gest, lekcja na przyszłość...
-Alan?
Odpłynąłem jak zwykle. - Nie wiem, po prostu, zapomnij.
Odwróciłem się od niego, czułem się urażony, upokorzony oraz zażenowany, jak zwykle musiałem sobie coś ubzdurać. Jego wargi odnalazły moje bez większego problemu, pocalował mnie. Przegryzł moją wargę, syknąłem z bólu, czułem posmak krwi w ustach, chciałem go odepchnąć, a zarazem wsadzić sobie w tyłek. Tak, jestem romantykiem.
-A-austin...
Wbiłem paznokcie w dywan, prawdopodobnie je złamałem, fala bólu, która nagle we mnie uderzyła sprawiła, że oczy zaszły mi łzami. Jego język był wszędzie, na mojej szyi, brzuchu, a nawet ramionach. Nie byłem w stanie zrobić czegokolwiek, moje ciało drżało pod jego dotykiem. Jakby każdy nerw był odsłonięty, a on postanowił je drażnić. Nie mogłem wytrzymać tego jak się mną bawił. Jego palce przesuwały się po moim torsie, a zanimi podążały mokre, ciepłe wargi, które pozostawiały czerwone ślady na mojej białej skórze. Jęknąłem kolejny raz, tym razem zdecydowanie za głośno, nie potrafiłem tłumić tego w sobie, oby tylko moja mama nie przyszła sprawdzić, co robimy. Wygiąłem się w łuk, kiedy ugryzł mnie w okolicach kości biodrowej, a jego palce w końcu dotknęły mojego przyrodzenia, które wcześniej umyślnie ignorował. Mój pulsujący problem powiększał sie z każdym jego ruchem. Kiedyś widziałem program, w którym mężczyzna niósł wiadro cementu na swoim przyrodzeniu, w moim aktualnym stanie mógłbym go z łatwością pobić... Kurwa mać Carlile. Jego usta otoczyły główkę mojego penisa, a język zaczął powoli się o nią ocierać. O ile wcześniej jęczałem, to teraz brzmialem jak... Nie wiem co wydaje z siebie takie dźwięki. Zacisnąłem dłonie w pięści, tak mocno, ze moje kłykcie zbielały. Przyjemność, którą teraz czułem mogłem porównać jedynie z frustracją, o którą mnie przyprawiał.
-Borze Austin proszę skończ to- wydarłem się, a zdanie zakończyłem krzykiem, czułem, że ocieram się o jego migdałki i było to równie niezręczne, co podniecające. Oczywiście Carlile musi być największym skurwysynem we wszechświecie, przerwał wykonywane przez siebie czynności, których w zasadzie nie jestem pewien, zamknąłem oczy i wyłem z podniecenia, kiedy już prawie doszedłem.
-Kurwa nienawidzę cie.
Nie odpowiedział, uśmiechnął się tylko. Jego dłonie wędrowały wzdłuż mojego brzucha. To ten moment, w którym oficjalnie chce go zabić. Podparłem się na łokciach i jednym płynnym ruchem stanąłem na nogach. Austin podniósł się z kolan, chciał chyba pogłaskać mnie po policzku, ale mu tego nie umożliwiłem. Byłem wściekły i napalony. Durny, piękny Carlile. Popchnąłem go na ścianę i zacząłem całować, prawdopodobnie było zbyt mokro, ale miałem to gdzieś, mógł sie ze mną nie droczyc.
-Wow Alan zwolnij - powiedział odpychając mnie.
Popatrzyłem na niego jak na kompletnego idiotę, o co temu chłopakowi chodzi w życiu. Nie to nie, spierdalaj Austin. Chciałem rzucić mu jego rzeczy i kazać wypierdalać, ale wtedy złapał mnie za uda i dosłownie umieścił sobie na talii. Objąłem go nogami nie chcąc spaść, zaczął mnie całować. W jego oczach widziałem płonącą żądze. Wiedziałem, że mnie chce i to ja doprowadziłem go do takiego stanu. Podobało mi się to. Chciałem, żeby mnie pragnął, zagryzłem wargę , starałem się wyglądać równie seksownie, co ludzie w tych wszystkich filmach. Nie wyszło mi najlepiej, ale jemu to chyba nie przeszkadzało. Złączył nasze usta, dominował, ale nie na długo, chciałem, żeby wiedział, ze nie może sie mną bawić. Delikatnie ugryzłem go w wargę, szczęka mnie od tego wszystkiegon bolała, nigdy wcześniej moje usta, tak nie pracowały. Robiłem mu malinki wszędzie, na szyi, ramieniu, obojczykach w każdym miejscu, do którego moje usta były w stanie dotrzeć. Mój penis domagał się uwagi, kilka razy poruszyłem biodrami, zupełnie nieumyślnie, ocierając się erekcją o jego płaski, twardy brzuch. Przygwoździł mnie do ściany, trzymał tylko jedno moje udo, bo wolną ręką postanowił ściągnąć z siebie spodnie i jakimś cudem mu się to udało. O ile ubrany Carlile był seksowny, tak nagi Carlile doprowadził mnie w sekundę, niestety niedosłownie.
-Czy...
-Nie.
Skinąłem głową, czułem jak jego członek porusza się pomiędzy moimi pośladkami, jęczałem, jak tania kurwa. Jego ręce zacisnęły się na moich udach, rzucił mnie na łóżko, patrzył na mnie w sposób w jaki nikt inny tego nie robił. Jego usta znalazły się na moich jądrach i chociaż przyjemność, którą mi sprawiał, była nie do opisania, jakimś cudem go od siebie odepchnąłem. Byłem naprawdę zdeterminowany, chciałem zrobić coś dla niego. W najbardziej możliwy, seksowny sposób zacząłem całować jego podbrzusze. Chciałem, sam dokładnie nie wiem, czego chciałem. Starałem się powtarzać to, co wcześniej robił Austin, ale większości nie pamiętałem. poza tym, to był moj pierwszy raz.
-Alan nie musisz... - nie skończył zdania, zagryzł wargi, ale i tak z jego ust wydobył się cichy jęk.
Penis Carlile był naprawdę duży albo moje usta były po prostu małe. Nie zagłębiałem się w to. Objąłem go ręką, którą wcześniej polizałem, żeby zapewnić sobie lepszy poślizg i starałem sie robić to, co zwykle robię sam, pod prysznicem z muzyką na fula. Głównie lizałem lub ssałem jego główkę, spoglądając co jakiś czas na twarz przyjaciela, chociaż nie wiem czy w tym momencie jest to odpowiednie określenie. Nasze spojrzenia spotkały się, nie odrywał ode mnie wzroku. Złapał mnie za włosy i zmusił do wzięcia go całego. Zrobiło mi się niedobrze, starałem się go odepchnąć, przekazać w jakiś sposób, że nie dam rady. Austin był jak w transie poruszał biodrami jakby pieprzył moje usta, jego członek ocierał się o moje podniebienia, migdałki, a nawet (chyba) przelyk. To uczucie było nie do zniesienia. Oczy zaszły mi łzami, nie chciałem zachowywać sie jak baba, ale on nie przestawał. Wbiłem zęby w jego penisa, a paznokcie w uda najmocniej jak potrafiłem. To znowu się dzieje, to znowu się dzieje. Nie płacz Alan, tylko nie płacz, kurwa mać. Oderwał się ode mnie jak poparzony. Odruch wymiotny, który utrzymywał się w moim organizmie przez ostatnią chwilę nasilił się stokrotnie i po prostu zwymiotowałem na podłogę. Nienawidziłem posmaku wymiocin e moich ustach, to sprawiało, że chciałem zwymiotować kolejny raz.
-Alan...
Klęczałem patrząc na swoje rzygi, na policzkach zasychały mi łzy, już nie płakałem, już nigdy nie będę płakał.
-Wyjdź.
-Przepraszam...
-Wyjdź.
-Alan ja naprawdę... - wyciągnął rękę w moją stronę, przesunąłem się w tył.
Krzyk, który wydobył sie z moich ust, był nagły, sam nie wiedziałem, ze krzyczę. To po prostu się stało, tak samo jak automatycznje mrugasz, gdy wsadzą ci palec do oka.
-Wynoś się.
Wiedziałem, ze głos należy do mnie i ze wydobył się z moich ust, ale po prostu nie byłem to ja, JA. Chciałem tylko, żeby wyszedł.
-Wynoś się - powtórzyłem, tym razem szeptem przyjmując pozycję podobną do embrionalnej tyle, że wciąż siedząc. Austin ubrał się w ułamku sekundy, wyszedł z pokoju nie odzywając się już ani słowem, rzucił mi tylko smutne, przepraszające, pytające spojrzenie.
Pierdol się Carlile nie chcę twoich przeprosin.

\/\/\/\/
Przepraszam raz jeszcze, nie lubię pisać scen erotycznych i miałam straszny problem z napisaniem jej, bo po prostu tego nie lubie. Wyszłam z wprswy do tego typu rzeczy. Kiedyś to było dla mnie priorytetowe teraz nie jest i jakoś sama nie wiem, nieważne.
Mam nadzieje, ze się podobało i mnie nie nienawidzice.
Komentarze proszę.

4 komentarze:

  1. O BORZE JAKIE FEELSY
    początek i wszystko było cuuuuudne!!!
    normalnie feelsowałam strasznie
    i ten koniec taki niespodziewany i smutnyyyyy
    ale piękny :'(
    i jejku, jak na razie to najlepszy rozdział i go kooocham
    nooooo

    Olson.

    OdpowiedzUsuń
  2. BORZE ALAN BABO
    feelsy mnie złapały iheiurhgegrerg, zapowiadało się tak piękne :(
    najlepszy jak na te trzy rozdziały i czekam za następnym ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wreszcie dodalas :')
    Tak wlasnie, feelsy bo mialo byc tak fajnie i nagle mnie zatkalo. Kurwa mam nadzieje ze alan sie niedlugo jakos zmieni ;_;
    Pisz dalej kc -aśk

    OdpowiedzUsuń