wtorek, 29 lipca 2014

Rozdział II

Przepraszam, że trwało to tak długo, nie miałam internetu, weny i czasu.
Przepraszam za błędy.


Odepchnąłem go z całej siły i pobiegłem do najbliższej łazienki, która okazała się być babską, ale nikogo zbytnio nie obchodziła moja obecność. Usiadłem w kącie, starając się przestać płakać. Nie mogłem, to było dla mnie zbyt wiele ,popchnął mnie, nawrzeszczał na mnie, a ja nie zrobiłem zupełnie nic. A teraz zamiast być silny, pokazać jaki jestem niezależny siedzę w babskim kiblu i ryczę, jak jakaś dziewucha. Dlaczego jestem takim słabym dzieciakiem.
-Alan! Wyjdź proszę. Maleństwo przepraszam że na ciebie krzyknąłem.
Nie miałem ochoty z nim rozmawiać, ani go widzieć, więc po prostu wszedłem do niej z kabin, zamykając się od środka. To w ramach bezpieczeństwa, cholerny Carlile pewnie tu przyjdzie.
Siedziałem tak ponad godzinę i nie przyszedł, ani nie zadzwonił, nie napisał smsa. To nie fair Austin. Powinieneś się mną interesować, powinieneś szaleć z rozpaczy. Nie żeby mnie to obchodziło, co to, to nie. Opuściłem ubikacje, czemu towarzyszyły piski dziewczyn, bo to się przebrały, bo to obgadywały jakieś laski albo kolesi, jakby mnie to interesowało. Idiotki. Szedłem do piwnicy odsiedzieć swoją karę, na tym skupiłem swoje myśli, a raczej na Austinie, który będzie miał kolejne dwie godziny na napastowanie mnie. Zająłem ławkę z tyłu sali zerkając co chwile w stronę drzwi. Czy ten kretyn ma zamiar w końcu tu przyjść? Nie obchodzi mnie to. Może nie przychodzić tak będzie lepiej. Carlile kretynie gdzie jesteś. Czy on się pojawi w tej cholernej sali? Brak telefonu doskwiera mi teraz bardziej niż Kellinowi Quinnowi ból tyłka w siedzeniu na krześle. W końcu przyszedł, był trochę spóźniony, ale nikt nie zwrócił mu uwagi. To w końcu Austin chłopak, o najbardziej czarującym uśmiechu na ziemi, na którego widok mdleją dziewczęta i niektórzy chłopcy, oczywiście no homo, to po prostu Carlile. Usiadł koło Kellina, aha. AHA DOBRZE AUSTIN NAJWIDOCZNIEJ MASZ NOWEGO PRZYJACIELA. Nie interesuje mnie to ani trochę. Prychnąłem, nie jestem pewny czy przypadkiem nie zrobiłem tego na głos, bo cała sala na mnie spojrzała, w tym on, ale od razu odwrócił wzrok zagadując Kellsa. To nie tak, że go nie lubię, Kellin jest całkiem w porządku, ma fajny tyłek i ładnie się uśmiecha... Nic. Chcę na twittera, dajcie mi baterię, ładowarkę, gniazdko, błagam. Bóg nie istnieje.


Skupiłem się na moich palcach, mam długie zgrabne palce, trochę jak dziewczyna... Powinienem chyba być laską.


ZAMKNIJ SIĘ KELLIN KURWA NIE ŚMIEJ SIĘ Z JEGO ŻARTÓW TYLKO JA MOGĘ SIĘ ŚMIAĆ Z ŻARTÓW AUSTINA.


Mógłbym malować paznokcie, kupowałbym sobie dużo lakierów, ewentualnie kradłbym siostrze, żeby było taniej. Wcale nie robię tego aktualnie...


Pan Tunsdfohn, który akurat miał przy nas dyżur, pewnie ograli go w karty, kretyn. Jakby zaczął oszukiwać tak jak inni, ale nie. Koleś jest takim perfekcjonistą, ale nie zauważył, że Austin się spóźnił. Idioci, wszędzie idioci. Tak czy inaczej pan Tunsdfohn powiedział, że mamy się spakować i wyjść. Prawił krótkie zwyczajowe kazanie, o tym że powinniśmy się teraz poprawić i przeprowadzać staruszki przez ulicę oraz ratować kotki (EKHEM!!!).


Wyszedłem z klasy piorunując Quinna wzrokiem, gdyby moje spojrzenie miało okazję się zmaterializować to zabiłoby go na miejscu i pewnie ludzi w pobliskiej okolicy także, no może cały stan...


-Cześć Alan - uśmiechnął się promiennie, czy on jest ślepy czy głupi?


A Carlile nie zrobił nic. Przez bite dwie godziny nie popatrzył na mnie nawet przez sekundę. To nie jest okay!! Powinien chcieć mnie przeprosić.


Po drodze Vic chciał mnie podrzucić, na moje szczęście lub też nie, zgodziłem się. Jestem idiotą. Chyba zbyt często to powtarzam, mówią, że jak się coś sobie wmawia, to staje się to prawdą. Mam przejebane.


Vic jest miłym gościem, tyle że posprzeczał się o jakaś pierdołę z Quinnem i całą drogę narzekał jaki to jest irytujący, dziecinny, głupi i nieznośny. Może ja mam tu własne problemy? Nie chciałem się bawić w żadnego psychoanalityka, chciałem darmową podwózkę do domu, bo jestem zbyt leniwy, żeby chociażby oddychać. Plus tego całego zajścia, to możliwość kontynuowania obgadywania Kellina. Dowiedziałem się kilku ciekawych rzeczy, które będę mógł wykorzystać przeciwko niemu, jeśli dalej będzie pchał swoje brudne łapska do Austina, podsuwał mu tę swoją rozepchaną dupę. Jestem ładniejszy. A mój tyłek nie przypomina czarnej dziury. W jego pewnie można znaleźć Atlantydę.


-No to jesteśmy na miejscu, może spotkamy się wieczorem, jeśli nie masz żadnych planów.


Patrzyłem na jego buzię, która rozpromieniona była do tego poziomu, żeby pewnie dostanę choroby popromiennej. Chociaż nie chciałem się nigdzie ruszać, zgodziłem się. W zasadzie to nie wiem jak dokładnie do tego doszło.


-Przyjdę po siódmej- uśmiechnął się, machał jak popierdolony, po czym wsiadł do samochodu i tyle go widziałem.


Co ja w ogóle robię, w środy zawsze oglądam filmy z... A no tak.


Może to i lepiej, że się zgodziłem.


-Co to za chłopak? - ton głosu mojej mamy przypominał właśnie bardzo poirytowaną nastolatkę.


Napadła mnie w progu z wałkiem w ręce, nie wiem czy mogę odpowiadać, czy przypadkiem nie skończę bez głowy, czy z poobijanymi żebrami.


-Vic - odpowiedziałem grzecznie wymijając ją i unikając oceniającego mnie spojrzenia.


-Nie idź na górę. Siadaj na kanapę, musimy porozmawiać.


Czy ja umrę? Zostanę bez dachu nad głową? Co ja zrobiłem ostatnio... Kurwa. Myśl Alan, to zioło, to nie twoje, porno ściągnął na pewno ktoś inny, zdjęcia kotów w szufladzie, to do szkoły. Ten stanik siostry, to sama zostawiła, pewnie w praniu się zapodział. Będzie dobrze, będzie dobrze, będzie dobrze.


Dawno nie byłem tak zdenerwowany, zestresowany jak teraz. Dlaczego ta kobieta mi to robi, jestem jej synem. Co z bezgraniczną, bezwarunkową miłością? Zasługuje na nią, to nie moja wina, że jestem rudy. Poprawie się. Zafarbuje włosy, nie wyrzucaj mnie z domu, nie mam gdzie się podziać, życie pod mostem nie jest dla mnie. Będę lepszym człowiekiem, obiecuję.


-Mamo, bo ja przepraszam...


-Że jesteś gejem? Nie musisz i nie o tym chcę rozmawiać skarbie - głaskała moją dłoń, była uśmiechnięta i spokojna, ja już niekoniecznie.


-Co?! Nie jestem gejem!


O czym ona bredzi przecież ja tylko... Czy ja jestem gejem?


-Alan wiemy z ojcem od dawna, nie musisz się wstydzić, kochamy cię bez względu na wszystko.


-Nie jestem zainteresowany żadnym k...


-Tylko Austinem - jakby nie miała uszu, to teraz prawdopodobnie uśmiechałaby się dookoła głowy. - Sam odkrywaj swoją seksualność synku, to nie moja sprawa.


Miałem mętlik w głowie, nie traktowałem się nigdy jako geja, nie identyfikowałem z nimi. Czasami myślę, o sobie z chłopakami, ale no żeby od razu gej. Śmieje się, że lubię w dupę, ale to tylko żart. Boże czy moja podświadomość mi coś sugeruj? To byłoby logiczne... Nie, nie jestem gejem. No może dla Austina, ale mogę być hetero i go kochać prawda? To Carlile... Nie, koniec tematu. Mama, rozmowa, to jest teraz ważne.


-To o czym chciałaś pomówić?


-Chcę ci dyskretnie zasugerować, żebyś pogodził się z Austinem, to dobry chłopak! Myślę, że powinieneś go przeprosić.


Ja jego? Nie ma opcji, niczym nie zawiniłem, dlaczego wszyscy cały czas zwalają winę na mnie? Dlaczego to ja mam być tym najgorszym, skoro nic nie zrobiłem? To nie fair.


-Nie zawiniłem, nie przeproszę. Pogódźcie sie w końcu wszyscy z tym, ze może nie tylko ja nie jestem idealny, ale on tez!!!


Pobiegłem do swojego pokoju, tak zachowałem się bardzo dojrzale. Sam sobie kupię medal. Siedziałem chyba z dwie godziny obwiniając się. Mam poczucie winy, nawet najlepszym się zdarza. Nie powinienem na nią krzyczeć, po tym wszystkim, co mi powiedziała zanim bezczelnie wtrąciła się w moje Zycie. Tak czy inaczej, to czy rozmawiam z Austinem, to moja sprawa, a nie jej.


Źle się czułem, a z każdą chwilą było coraz gorzej, nie wiem dlaczego, ale miałem wrażenie, że głowa zaraz mi eksploduje, zalały mnie zimne poty i jedyne czego chciałem to sen, oczywiście mój stan psychiczny nie polepszał sprawy. Zasnąłem i bogu dzięki, bo nie wiem, czy bym to wytrzymał. Obudziłem się z krzykiem i nie jestem pewien czy nie zmoczyłem łóżka, tak czy inaczej czułem się w miarę dobrze,


-Masturbujesz się?


Usłyszałem ciche pukanie do drzwi.


-Mamo!


W progu stanął Austin, patrzył się na mnie tymi swoimi cudownymi oczami, a na jego twarzy gościł nieśmiały uśmiech, nigdy wcześniej u niego takiego nie widziałem. Zaczynam się poważnie zastanawiać nad tym co mówiła moja mama.


-Nie jestem twoją mamą, ale to ona mnie wpuściła... Nie przeszkadzam?- wydawał się skrępowany, pewnie czuł się równie niezręcznie co ja, nawet ręce trzymał za plecami, zamiast wymachiwać nimi (dobra wiem ze to moja działka) albo mnie przytulić. Pokręciłem głową w odpowiedzi. - Jest mi super głupio i chciałem cię jeszcze raz przeprosić. Wiesz dobrze, że nigdy nie skrzywdziłbym cię celowo.


Podszedłem do niego ignorując fakt, ze właśnie widzi mnie nago, no co lubię spać, tak jak mnie pan Bóg stworzył, to zapewnia mi lepszy wypoczynek. Pocałowałem go, oddał mój pocałunek, ale kiedy mnie objął, usłyszałem dziwny dźwięk i coś wbiło mi sie w plecy.


-Austin?!


-Niespodzianka- odparł z głupim uśmiechem odbywając ode mnie coś, czego tożsamości jeszcze nie znałem. - Chciałem ci jakoś wynagrodzić tam to...więc oto Mikey.


Moim oczom ukazał się malutki, puchaty kłębek, który okazał się być małym kociakiem.


-Jest prześliczny, jeju Austin dziękuję, jesteś najlepszy!


Przytuliłem do siebie kota, a on polizał mnie po sutku, na co Carlile wybuchnął śmiechem. Usiadłem na podłodze, głaskałem Mikey'a, tuliłem i mówiłem do niego.


-Team rudych księżniczek!


Austin miał minę w stylu gdzie popełniłem błąd, dlaczego ja, ale niezbyt mnie to interesowało. Maleństwo po chwili zasnęło mi na rękach cicho pomrukując i jeśli to nie jest najbardziej rozczulający widok na świecie, to nie wiem co jest.


-Skoro twój bliźniak śpi to może poświęcisz mi trochę uwagi?


Wystawiłem mu język, ale odłożyłem kotka na łóżko, uważając, żeby go nie obudzić, następnie zająłem miejsce koło leżącego na ziemi przyjaciela. Objął mnie ręką, a ja wygodnie ułożyłem się zgrywając się z położeniem jego części ciała. Wdychałem jego zapach i nie dam sobie głowy uciąć, czy przypadkiem nie zacząłem mruczeć. Było idealnie, on jest idealny.





-Jesteś gejem? - zapytałem nagle, nie wiem dlaczego tak zrobiłem. Po prostu samo wyszło z moich ust.

7 komentarzy:

  1. omg crowley twoj pojazd po kellinie hahahhahaha
    dodałaś w super porę, od razu mi się humor poprawił, wprost płakałam na "Alan, to zioło, to nie twoje, porno ściągnął na pewno ktoś inny, zdjęcia kotów w szufladzie, to do szkoły. Ten stanik siostry, to sama zostawiła, pewnie w praniu się zapodział." XDDD
    troche szybko wybaczył temu frajerowi, ale pls jakbym dostała kota to też bym się nie zastanawiała nad wybaczaniem XD
    ulungile pewnie zaraz będzie super zazdro jak się dowie, że viktur przychodzi na ploteczki do księżniczki hehe
    kc bardzo, jesteś najsupcio xoxo

    OdpowiedzUsuń
  2. czy te rude gejke stworzonko może przestać wywoływać u mnie uczucie motyli w brzuchu, tudzież nagłego uścisku w spodniach? to staje się nie do zniesienia

    OdpowiedzUsuń
  3. Kellina nadal boli tyłek od samego czytania tego majstersztyku

    OdpowiedzUsuń
  4. weź dawaj następny pls hahahaha pojazd po kellsie >>>>>

    OdpowiedzUsuń
  5. Kurwa no kocham cie
    Wreszcie znalazlam polskie cashby i to najlepsze ze wszystkich ktore czytalam. No i zajebiscie piszesz, nie ma sie czego czepic. Czekam na wiecej, cashby forewa
    @/mefju_

    OdpowiedzUsuń
  6. ja po prostu umarłam xDDD
    teksty są zajebiste xDDD można by książkę cytatów z nimi zrobić xD
    Olson.

    OdpowiedzUsuń