wtorek, 2 września 2014

Rozdział IV

buuuu krówki amorki i podkówki macie rozdział jest krótki bardzo, ale mam potrzebę go wstawić w takiej formie w jakiej jest, przepraszam za długą przerwę, dopiero co wróciłam z UK i jakoś nie miałam czasu.


Boli mnie głowa.
Wychodzę z niskiego budynku i idę przed siebie. Chcę uciec, uciec od hałasu, od wrzaski. Zaczynam biec, wpadam na kilku przechodniów, ale wciąż biegnę. Słyszę ich krzyki, oburzenie, nie zatrzymuje się, nie przepraszam, biegnę. Muszę uciec, muszę biec. Wpadam w ciemną uliczkę, zatrzymuję się przy kartonach, które zapewne pełnią rolę czyjegoś mieszkania. Opadam na koc rozłożony koło nich, jest brudny i przenoszony, ale to nie ma dla mnie większego znaczenia. Skupiam się na oddychaniu, wdech, wydech. Staram się uspokoić oddech, zamiast tego wybucham płaczem. Kocham go. Nie kocham go. Kocham go. Nie kocham go. Chce umrzeć. Zamilkłem słysząc kroki. Zamknąłem oczy.

 Nienawidziłem samotności równo mocno, co ją kochałem. Znacie ten moment, kiedy w towarzystwie ludzi irytuje was wszystko? Od samego kaszlu na przeżuwaniu i sapaniu kończąc? Nie wspominam nawet o mówieniu, dlaczego ludzie nie mogą po prostu się zamknąć? Przestałem chodzić do szkoły, nie byłem w niej już dokładnie 34 dni, zostałem zawieszony i aktualnie pragną mnie wyrzucić, czemu stara się zapobiec moja rodzicielka. Zdradzę wam sekret, nie idzie jej najlepiej. A ja na pewno niczego jej nie ułatwiam. Siedziałem w swoim pokoju nie robiąc nic. Po prostu leżałam, raz na łóżku, raz na podłodze, leżałem wszędzie gdzie tylko mogłem się zmieścić, poza sufitem, cholerna grawitacja. Nie rozmawianie z ludźmi jest proste, nie rozmawianie z Austinem jest trudniejsze od położenia się na suficie, ale rozmawianie z nim jest jeszcze gorsze. Był jak jakiś cholerny tlen, balsam dla duszy, cokolwiek.
 W ramach jednego napadu wściekłości, który przyszedł do mnie dnia 16, o godzinie 17:12 rozwaliłem wszystko w swoim pokoju. Dosłownie, zdjęcia, figurki, książki, plakaty. Nie było to takie buntownicze, jak się wydaje na pierwszy rzut oka, bo później zwinąłem się na podłodze i wyłem dopóki mama nie przyszła do pokoju od wejścia dzwoniąc na pogotowie. Trochę się poraniłem, nie umyślnie, nie uważałem nigdy samookaleczenia za rozwiązanie. Po prostu, kiedy upadasz na podłogę pełną rozbitego szkła, chcąc, nie chcąc musisz ucierpieć. Dzień 17, 18 i 19 spędziłem w szpitalu. Kolejne raczej były monotonne, nadal leżałem w każdej możliwej pozycji dodatkowo zacząłem słuchać muzyki. Zabrano mi mojego małego miauczącego przyjaciela, który był jedyną żywą istotą jaka towarzyszyła mi w ostatnim czasie, w zasadzie to sam go nie chciałem. Pachniał Austinem. Był małym puchatym Carlile, wiem, że nie byli podobni, tak było, nic na to nie poradzę. Mama próbowała ze mną rozmawiać, codziennie. Czasami miała już dosyć, słyszałem jak kłócą się z tatą. Było mi przykro, ale tylko przez kilka sekund. Zaczęła przychodzić do mnie jakaś kobieta, kazała ze sobą rozmawiać, nie skutkowało, ale dzięki niej nadal byłem zapisany jako jeden z uczniów mojej byłej szkoły. No dobrze aktualnej. Droga pani M twierdziła, że jest ze mną bardzo źle, że stało się coś złego lub mam po prostu nawrót, bądź dopiero teraz uderzyły we mnie wcześniejsze 'traumatyczne' wydarzenia, które mój mózg wyparł, bo nie potrafił sobie z nimi poradzić. Gdzieś koło 27 dnia dostałem ultimatum szpital albo grupa wsparcia i wznowienie terapii, którą ukończyłem, a raczej zakończyłem. Przestałem tam chodzić po dwóch miesiącach, czułem się równie źle z nią czy bez niej. Teraz podobno znowu była konieczna no i wydało sie, ze ostatnim razem spierdoliłem. Wybrałem szpital, moi rodzice jednak zignorowali moje słowa i posłali na spotkanie z jakimiś czubkami, gdzie miałem opowiadać o sobie i moich problemach. Podobno mam depresje i myśli samobójcze, nie wydaje mi się. Ja po prostu chce leżeć i nie widzieć Austina.


Chcę tylko grzecznie przypomnieć, że komentarze motywują do pisania i dodawania. Postaram się robić to co dwa tygodnie, ale nie wiem jak mi wyjdzie z fakami.
Dobra, mam nadzieję, że się podobało.

Btw chcielibyście pov Austina? Piszcie. 

5 komentarzy:

  1. Chcemy pov austina i chcemy wiecej ;_; znow feelsy i still kc -aśk

    OdpowiedzUsuń
  2. Omggg mam nadzieję że to między nimi się ułoży pls :(( i wgl fajnie piszesz mam nadzieje ze będzie szybko następny ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Crowley :(((( myslalam ze bedziesz cisnac tu beke z naszego ulubionego fana macania sutkow a tu taki smutny chapter :((( nie rozbawiłam sie przy nim zbytnio :(( ale za to moge stwierdzic ze coraz lepiej piszesz, naprawde rozdzial jest super napisany, szkoda, ze smutny, fakt, ale jest swietny. kocham bardzo, pisz duzo duzo <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. po prostu pierwsze dwa napisałam tak o dla beki, ale doszłam do wniosku, że jak piszę jakąś historię to wezmę się za to na poważnie ;;

      Usuń
  4. świetny, świetny, świetny, świetny :(
    chcę już następny, a widzę, że od dawna nic nie dodajesz, to smutne.

    OdpowiedzUsuń