buuuu
krówki amorki i podkówki macie rozdział jest krótki bardzo, ale mam
potrzebę go wstawić w takiej formie w jakiej jest, przepraszam za długą
przerwę, dopiero co wróciłam z UK i jakoś nie miałam czasu.
Boli mnie głowa.
Wychodzę
z niskiego budynku i idę przed siebie. Chcę uciec, uciec od hałasu, od wrzaski.
Zaczynam biec, wpadam na kilku przechodniów, ale wciąż biegnę. Słyszę ich
krzyki, oburzenie, nie zatrzymuje się, nie przepraszam, biegnę. Muszę uciec,
muszę biec. Wpadam w ciemną uliczkę, zatrzymuję się przy kartonach, które
zapewne pełnią rolę czyjegoś mieszkania. Opadam na koc rozłożony koło nich,
jest brudny i przenoszony, ale to nie ma dla mnie większego znaczenia. Skupiam
się na oddychaniu, wdech, wydech. Staram się uspokoić oddech, zamiast tego
wybucham płaczem. Kocham go. Nie kocham go. Kocham go. Nie kocham go. Chce
umrzeć. Zamilkłem słysząc kroki. Zamknąłem oczy.
Nienawidziłem samotności równo mocno, co ją kochałem. Znacie ten moment, kiedy w towarzystwie ludzi irytuje was wszystko? Od samego kaszlu na przeżuwaniu i sapaniu kończąc? Nie wspominam nawet o mówieniu, dlaczego ludzie nie mogą po prostu się zamknąć? Przestałem chodzić do szkoły, nie byłem w niej już dokładnie 34 dni, zostałem zawieszony i aktualnie pragną mnie wyrzucić, czemu stara się zapobiec moja rodzicielka. Zdradzę wam sekret, nie idzie jej najlepiej. A ja na pewno niczego jej nie ułatwiam. Siedziałem w swoim pokoju nie robiąc nic. Po prostu leżałam, raz na łóżku, raz na podłodze, leżałem wszędzie gdzie tylko mogłem się zmieścić, poza sufitem, cholerna grawitacja. Nie rozmawianie z ludźmi jest proste, nie rozmawianie z Austinem jest trudniejsze od położenia się na suficie, ale rozmawianie z nim jest jeszcze gorsze. Był jak jakiś cholerny tlen, balsam dla duszy, cokolwiek.
W ramach jednego napadu
wściekłości, który przyszedł do mnie dnia 16, o godzinie 17:12 rozwaliłem
wszystko w swoim pokoju. Dosłownie, zdjęcia, figurki, książki, plakaty. Nie
było to takie buntownicze, jak się wydaje na pierwszy rzut oka, bo później
zwinąłem się na podłodze i wyłem dopóki mama nie przyszła do pokoju od wejścia
dzwoniąc na pogotowie. Trochę się poraniłem, nie umyślnie, nie uważałem nigdy
samookaleczenia za rozwiązanie. Po prostu, kiedy upadasz na podłogę pełną rozbitego
szkła, chcąc, nie chcąc musisz ucierpieć. Dzień 17, 18 i 19 spędziłem w
szpitalu. Kolejne raczej były monotonne, nadal leżałem w każdej możliwej
pozycji dodatkowo zacząłem słuchać muzyki. Zabrano mi mojego małego miauczącego przyjaciela,
który był jedyną żywą istotą jaka towarzyszyła mi w ostatnim czasie, w zasadzie
to sam go nie chciałem. Pachniał Austinem. Był małym puchatym Carlile,
wiem, że nie byli podobni, tak było, nic na to nie poradzę. Mama próbowała ze
mną rozmawiać, codziennie. Czasami miała już dosyć, słyszałem jak kłócą się z
tatą. Było mi przykro, ale tylko przez kilka sekund. Zaczęła przychodzić do
mnie jakaś kobieta, kazała ze sobą rozmawiać, nie skutkowało, ale dzięki niej
nadal byłem zapisany jako jeden z uczniów mojej byłej szkoły. No dobrze
aktualnej. Droga pani M twierdziła, że jest ze mną bardzo źle, że stało się coś
złego lub mam po prostu nawrót, bądź dopiero teraz uderzyły we mnie
wcześniejsze 'traumatyczne' wydarzenia, które mój mózg wyparł, bo nie potrafił
sobie z nimi poradzić. Gdzieś koło 27 dnia dostałem ultimatum szpital albo
grupa wsparcia i wznowienie terapii, którą ukończyłem, a raczej zakończyłem.
Przestałem tam chodzić po dwóch miesiącach, czułem się równie źle z
nią czy bez niej. Teraz podobno znowu była konieczna no i wydało sie, ze
ostatnim razem spierdoliłem. Wybrałem szpital, moi rodzice jednak zignorowali
moje słowa i posłali na spotkanie z jakimiś czubkami, gdzie miałem opowiadać o
sobie i moich problemach. Podobno mam depresje i myśli samobójcze, nie wydaje
mi się. Ja po prostu chce leżeć i nie widzieć Austina.
Dobra, mam nadzieję, że się podobało.
Btw
chcielibyście pov Austina? Piszcie.
Chcemy pov austina i chcemy wiecej ;_; znow feelsy i still kc -aśk
OdpowiedzUsuńOmggg mam nadzieję że to między nimi się ułoży pls :(( i wgl fajnie piszesz mam nadzieje ze będzie szybko następny ;*
OdpowiedzUsuńCrowley :(((( myslalam ze bedziesz cisnac tu beke z naszego ulubionego fana macania sutkow a tu taki smutny chapter :((( nie rozbawiłam sie przy nim zbytnio :(( ale za to moge stwierdzic ze coraz lepiej piszesz, naprawde rozdzial jest super napisany, szkoda, ze smutny, fakt, ale jest swietny. kocham bardzo, pisz duzo duzo <3
OdpowiedzUsuńpo prostu pierwsze dwa napisałam tak o dla beki, ale doszłam do wniosku, że jak piszę jakąś historię to wezmę się za to na poważnie ;;
Usuńświetny, świetny, świetny, świetny :(
OdpowiedzUsuńchcę już następny, a widzę, że od dawna nic nie dodajesz, to smutne.